Naszym rydwanem piekielnym jest 20 letni wytwór z kraju Wujka Sama - GMC Safari. Narodził się gdzieś w fabryce w głębokiej prowincji jako "Incomplete Vehicle".
Potem ktoś w małym mieście Riverside w Kaliforni przerobił go na kampera. Właściwie na kampervana.
I wydawać by się mogło, że to koniec historii dla tego auta. Służba na kołach, aż do zajechania przez Redneck'ów gdzieś w środkowych stanach. Albo coś jeszcze gorszego. Ale nie: przed nim wyzwanie było większe: Japonia.
GMC popłynął do kraju, w którym jakoś zjawiskowo kwitną wiśnie i tam dzielnie woził swoich właścicieli z Sapporo. Potem nastały gorsze czasy i musiał zostać wydalony za granicę. Bo za dużo palił. Pewnie zamieniono go na Smarta lub jeszcze coś straszniejszego...
I tak trafił do Polski. Tu zaczyna od nowa.
Potem ktoś w małym mieście Riverside w Kaliforni przerobił go na kampera. Właściwie na kampervana.
I wydawać by się mogło, że to koniec historii dla tego auta. Służba na kołach, aż do zajechania przez Redneck'ów gdzieś w środkowych stanach. Albo coś jeszcze gorszego. Ale nie: przed nim wyzwanie było większe: Japonia.
GMC popłynął do kraju, w którym jakoś zjawiskowo kwitną wiśnie i tam dzielnie woził swoich właścicieli z Sapporo. Potem nastały gorsze czasy i musiał zostać wydalony za granicę. Bo za dużo palił. Pewnie zamieniono go na Smarta lub jeszcze coś straszniejszego...
I tak trafił do Polski. Tu zaczyna od nowa.
